Przyroda w obiektywie bronka - blog

Tak własciwie to nie wiem czy ten blog tak na poważnie kiedyś zaistnieje, ale zawsze można spróbować :-)

środa, 7 maj 2008

Kolejny wschodzik w Kampinosie

Wschody słońca występują już teraz o strasznie niemiłosiernej porze. Warszawski Novotel opuściłem przed 4 rano, by na miejscu być chwilkę przed piątą...
Panie w hotelu patrzyły na mnie trochę jak na jakiegoś dziwaka, ale co robić... czasem trzeba na zdjęcia się wybrać....

Jak widać mgły jakieś na miejscu nawet wystąpiły...


Coś tam za drzewami zaczynało powoli świecić...


Słońce jakieś też z czasem się przez te mgły przebiło...


Autobusem też można tam dojechać...


Na szczęście autobus wkrótce raczył opuścić mój kadr....


Wersja pozioma...



Czasem lubie wstawić cos od czapy w kadr...


Ta....kie lubie....


A to Pyzik nakazał wyzwolić, bo mu się na szczęście film skończył w aparacie... :-)

Niestety po wykonaniu powyższego wyzwolenia, musiałem wracać do Warszawy,
choć światło ładnie rozproszone przez lokalne Kampinowskie mgiełki pozwalało na trochę dłuższe fotografowanie....w przeciwieństwie do ohydnych warszawskich korków o poranku... a w koncu w tygodniu pracować też trzeba :-(

niedziela, 20 kwiecień 2008

Biebrzański Park Narodowy - drugi całkowicie pozbawiony światła dzień

W sobotę wschód słonka nie wystąpił... znaczy pogoda nie zachęciła do wstania.
Dopiero śniadanko wygoniło nas z łóżkek. Po śniadanku krótka inspekcja, celem weryfikacji, zapasów... Jest dobrze - jedzenia starczy jeszcze na parę dni :-)



Potem niespiesznie, jako że pogoda wcale nie zachęcała do zdjęć, ruszyliśmy w drogę.
Dość szybko spotkaliśmy mojego chyba pierwszego w życiu łosia przy Carskiej Drodze....


Widok zatrzymanego na drodze pojazdu, wcale owego osobnika nie przestraszył, niestety zapewnił nam błyskawicznie towarzystwo..... Owo towarzystwo z krzykiem oznajmiło, że będzie tego łosia podchodzić.... resztę pozostawię bez komentarza.... Podjechaliśmy kawałek dalej... tak w sumie to nie wiem dlaczego wyzwoliłem migawkę.... chyba zupełnie mnie ta cyfra pozbawiła szacunku dla zdjęć i widza...


Następnie nie przejmując się zupełnym brakiem światła udaliśmy się fotografować tokujące bataliony w okolicach Grądów Woniecko... Jak pech to pech... bataliony postanowiły totalnie zignorować bronka (pewnie dlatego ze do tej pory totalnie bronek je ignorował) i nie wystąpiły w ilościach mających jakiekolwiek znaczenie kulinarno-fotograficzne.
Wciąż nie przejmując się brakiem światła, postanowiłem za to wyzwolić trochę żółtych kwiatków...

O tu jeszcze torche Knieci rosnie:


Jeszcze kilka kadrów raczej niż zdjęć popełniłem, coby mi Komorowscy nie truli, że pionów nie robie, a więc najpierw pion jasny...


i zaraz po nim pion ciemny


W końcu, i jakiś marny batalion się ulitował i wystąpił... W nagrodę został uwieczniony w stylu "otoptak"


W drodze powrotnej coś mnie podkusiło i skręciłem na jedna taką łakę.... skończyło się ponad godziną wygrzebywania pojazdu z błotka. Bezskutecznego zresztą wykopywania... dopiero jakiś życzliwy fotograf ptaków (wziąwszy pod uwagę totalny brak światła, zapewne równie szalony lub przynajmniej zdesperowany) wyholował nas z błotka... Dzieki!!!

Następnie pojechaliśmy na miejsce gdzie rozciągał się ponoć najlepszy widok na BPN. Widok ten mimo braku światła postanowiłem dla nie tylko dla pamięci uwiecznić ;-)


Wreszcie wracamy na kolację.... już Carska Droga... już coraż bliżej jedzonka... jednak wciąż wypatruję łosi... W końcu widzę jakieś wychodzą na drogę... krzyczę STOP!... wysiadam z aparatem, rozglądam się za statywem... Taaaaak... ewidentnie ktoś tu był łosiem :-)


Powinienem w tym miejscu skończyć i napisać coś o kolacji może... albo nie... jeszcze jedno zdjęcie zrobione troszkę przed posiłkiem...zrobione bardziej ku pamięci by kiedyś przy porządnym świetle tam wrócić... może za rok?


Na dziś koniec relacji... a wracając do kolacji... była wyśmienita... :-)
c.d.n.


Etykiety: , ,

sobota, 19 kwiecień 2008

Biebrzański Park Narodowy - pierwszy lekko mglisty dzień

Wreszcie się udało! Pojechałem do Biebrzańskiego Parku Narodowego. Wprawdzie praca i obowiązki rodzinne dość mocno skróciły mój wyjazd, ale wreszcie zobaczyłem BPN i jego okolice.

Pierwszy poranek nad Biebrzą - wschód wystąpił, mgły wystąpiły, słoneczko już nie za bardzo...
Za to wschód był bardzo przyjemny, uwielbiam mokre powietrze i blade delikatne mgły...
Zdjęć dużo nie zrobiłem, niech więc te wystarczą....

Widok na Jegrznie z drewnianego mostku w pobliżu wsi Kuligi


Jak zwykle lubie takie drzewka, gdzieś na łące gospodarzy,
na granicy BPN


I znów widok na Jegznie w pobliżu wsi Kuligi.


Takie bledziochy też bronek lubi... Okolice wsi Kuligi BPN.


Po bezkulkowym wschodzie przyszedł czas na pyszne śniadanko u Gospodarzy w Kuligach.
Pyszna jajecznica zrekompensowała całkowicie wczesne wstawanie i totalny brak kolorów o wschodzie.
Po śniadanku udaliśmy do Osowca na Ścieżkę edukacyjną "Kładka". W najbliższym sąsiedzctwie ścieżki edukacyjnej swoje gniazdo budowała parka remizów.
Podejzewam, że remizy nie wytrzymaja psychicznie najazdu długo-weekendowych tłumów i wkótce wyniosą się z gniazdem poza ścieżkę. Na początek zdjecie w sumie gniazdowe, ale zważywszy na miejsce jego wykonania - nie widzę powodów, aby go nie pokazywać:


Następnie udaliśmy się w okolice Goniądza, gdzie pod obiektyw napatoczyły się jakieś bociany. Oczywiscie światła nie było, ale jakieś zdjęcie zrobić było trzeba w końcu pojechałem fotografować ptaki...[sic!] :-)


W drodze powrotnej drogę przebiegł nam obiekt o nieco większym od ptaka znaczeniu kulinarnym, jednak w porównaniu do kartaczy, którymi uraczyła nas gospodyni znaczenie kulinarne kicka dość mocno się rozmyło...


Wspomnienie ogromnej michy przepysznych kartaczy powoduje, że muszę natychmiast udać się na spoczynek....

c.d.n.

Etykiety: ,

środa, 2 kwiecień 2008

Wizyty z Pyzikiem w Kampinosie ciąg dalszy

Lekka abstrakcja...


Lekki Przepał


W Kampinosie rosną też stogi...


Troche drzew wśród stogów też rośnie
Posted by Picasa