Przyroda w obiektywie bronka - blog

Tak własciwie to nie wiem czy ten blog tak na poważnie kiedyś zaistnieje, ale zawsze można spróbować :-)

Moje zdjęcie
Nazwa: Andrzej Waligora

niedziela, 24 stycznia 2010

Rogalin drugi dzień mrozu

No i pojechałem znów na zdjęcia. Tym razem niestety jakoś średnio mi szło. Raczej pstrykałem niż fotografowałem... czyżby dwa wschody pod rząd były już poza moim zasięgiem?

Zaczęło się typowo dla Rogalinka


W nadziei, że rozgrzeję mózg i w końcu zaświta jakiś pomysł wyzwoliłem kolejnego potworka.
Tak, wiem powinno mi się zakazać robić takie paskudztwa... ale to nie był jeszcze wcale koniec.
Jakoś mam problem z cięciem drzew od dołu i ostatnio próbuje nauczyć ciąć drzewa nie tylko z góry ale i z dołu. Na razie jak widać ze średnimi efektami


Kolejne średnie zdjęcie


Dla odpoczynku od tych kadrów, chociaż trochę inny od nich lodzik


I jeszcze jeden, nie do końca zamarznięty...a było ziiimnnoo


I znów wracam do dębów. Zza drzew wyszła kulka, a ja zamiast pobiec, lub chociażby powoli przeteleportować brzucho nad rzekę zostałem....


I zamiast fotografować złoto pomarańczowo niebieskie opary nad krą, uwierzyłem, że nie muszę się ruszać, bo z powodu lekkiego wiaterku one nie wystąpią... i popełniałem kolejne takie podobne ujęcia...


wrrr


brrr...


Może trochę pod światło?


I to już koniec!

sobota, 23 stycznia 2010

Wreszcie słońce, mróż i kra

Pojechaliśmy dziś kawałek za Rogalin, nad Wartę w okolicy Radzewic.
Było około -18 stopni poniżej zera. I wreszcie było światło.

I była płynąca kra.


Kadr na rozkręcenie...


i kolejny kadr rozgrzewający migawkę w oczekiwaniu na Światło


Powoli powoli coś się zaczyna wykluwać...


I wreszcie jest!!!!


Brzydkie miejsce staje się magiczne...


Nie mogę się opanować i wyzwalam jak w transie kolejny kadr...


I jeszcze jeszcze kolejny, bo trzcinki raczyły się zaświecić


Na koniec grupowe i wracamy do domu, jutro znów na zdjęcia, ma być jeszcze zimniej. Hurra

niedziela, 14 czerwca 2009

Nowe w Galerii

Dziś delikatnie odkurzyłem pajęczynę zalegającą w mojej galerii, a mianowicie dodałem w czerwcu zdjęcia z początku stycznia ;-) Całkiem wypasiony to był wschód....



Na więcej zapraszam do Galerii.

czwartek, 4 czerwca 2009

Jeziorak

Jakieś 10 lat temu wymieniłem żeglowanie na fotografie przyrodniczą... teraz wróciłem na krótko na stare śmiecie... no może nie takie stare bo krypa była całkiem nowa... jakieś Tango Sport z ponad 30 metrami szmaty... W sam raz na ostatnie wiaterki.... Jakby to powiedzieć... to sobie pożeglowałem po Jezioraku, ale nie o tym chcę tu pisać ;-)

Na Jeziorak dotarłem już po zachodzie słońca... Zapragnąłem jednak coś wyzwolić. Tak na dobry początek.



Prognozy były niespecjalne, zwłaszcza jesli chodzi o mgliste klimatyczne wschody słońca. Żona, a raczej prognoza pogody dawała nadzieję tylko na pierwszy wschód, potem miała być delikatnie mówiąc wietrzna pogoda i była ;-). Więc wstałem. Starając się nie pobudzić kolegów zbyt głosnym wygrzebywaniem się z łajby. Było w miarę.
Widok na północną część Jezioraka z przesmyku na jezioro Płaskie zatrzymał mnie na chwilkę przy brzegu dając nadzieje na zdjęcie...



Jakoś nie bardzo mi się ten widok podobał, poszedłem więc dalej i popełniłem taki "pozornie przypadkowy kadr".



Na wszelki wypadek zrobiłem też "pozornie nieco mniej przypadkowy kadr", ale czy naprawdę potrzebuje mieć to zielsko w całości? Przecież można sobie wyobrazić resztę ;-) No przynajmniej ja potrafię....

Poszedłem więc dalej w poszukiwaniu światła...



Jakiś ten wschód niemrawy albo ja znów się spóżniłem bo go nie znalazłem.... Wyzwalam jeszcze piona, coby mi nie marudzili, że same poziome kadry robie, bo jestem leń i nawet aparatu mi się obracać nie chce...



Ale i tak poziom lepiej mi lezy. Choć, to lepiej, to dużo powiedziane. Światło już ostre... czas wracać na krype. W końcu już po piątej... sporo po piątej.



Potem.... potem pływaliśmy... pływaliśmy i .... i nie tylko. Ale to już nie blogowa sprawa.
Wschody, mimo że były cały czas pod kontrolą, nie były warte więcej niż tylko możliwość opróżnienia pęcheża o poranku ;-)

Jeden jeszcze zachód fotograficznie wystąpił. Ledwo zdążyliśmy zacumować po wschodniej stronie jednego z Gierczaków, ledwo zdążyłem porzucić cumy na pastwę kolegów i przedrzeć się na zachodnią stronę wyspy. Ledwo, ale zdążyłem ;-) Powinienem pokazać tylko jedno zdjęcie. To ostatnie to skończone. Ale co mi tam, niech będzie proces dochodzenia ;-) widoczny.

Jak już "dobiegłem" na zachodną stronę wyspy, zacząłem gorączkowe poszukiwanie... motywu. Bo sam widok w stronę Siemian i zachód słońca nad wioską jakoś mnie nie ruszał....
W końcu znalazłem kamień ;-) Tak właściwie to mały kamyczek... ale dawał nadzieję... zacząłem fotografowanie od tak zwanej d...rugiej strony. Czyli od maksymalnego uproszczenia kadru



Przesadziłem z tym upraszczaniem... jakoś pusty wydawał mi się ten kadr. Postanowiłem go nieco wzbogacić... Na początek troszkę za mocno...



Wróciem więc do punktu wyjścia i spróbowałem jeszcze raz delikatniej... zwłaszcza, że swiatełko już też delikatniało... zeby nie powiedzieć zanikało...



Tak. To było to czego chciałem... Zrobiłem więc sobie kilkuminutową przerwę, wyciszyłem łepetynę... nakarmiłem nałoga i wtedy odnalazłem finalny kadr. Pozostało tylko go wyzwolić... licząc, że jakaś oświetlona krypa nie przepłynie na horyzoncie dewastując własnie powstającą Sztukę Szczęścia, przez złośliwych zwaną kiczem.... ;-)

niedziela, 24 maja 2009

Rogalin - 2 stycznia 2009

Z lekkim opóźnieniem mały wyziewik z ponoworocznego radosnego pstrykania w Rogalinie.
Tekstu nie będzie... Zresztą już nie pamiętam co ja tam robiłem ;-)
Pamiętam za to, że światło było zdecydowanie nie rewelacyjne... a pod koniec robienia zdjęć wręcz bezbarwne...















Spóźniłem się na wschód

Jarek przyjechał chwilkę przed 4-tą. Ruszyliśmy w stronę czmońskich firletek, bez większej nadziei spoglądając na niebo. Gdzieś pomiędzy Rogalinem a Orkowem zaczęło się coś dziać na niebie. Wrrrrrrr..... zapomnieliśmy, że to już koniec maja i że na wschód trzeba wstawać o bandyckich porach. Szybko skręciliśmy gdzieś w pole, niestety motywów jakichkolwiek brakowało. Więc tylko udokumentowaliśmy kolor... przynajmniej ja tylko udokumentowałem, bo któż to wie co Jarek zarejestrował na swojej Velvi.



Naprawdę nie było na czym zbudować zdjęcia... nic, absolutnie nic tylko to niebo, a pod nim mało ciekawy konturowo odległy lasek. A szkoda, bo byłby ładny kiczyk...

Jarek chowa sprzęt, choć z nadzieją spogląda jeszcze w stronę nieba...



No to pojechaliśmy dalej. Bez szans na wyjęcie zabawek z plecaka, bo wszystko już przygasło, cienie znikły. Tak zwane piękne delikatne rozproszone światełko....tfuuuu. Albo inaczej - pozbawione krztyny charakteru korpuskularno-falowe coś. Coś, co nie zasługuje na nazwanie światłem. No w każdym razie Pyzik by tego światłem nie nazwał.

Pobłąkaliśmy się trochę po łąkach, urwaliśmy amorytator i w końcu to coś sie zlitowało i postanowiło dać nam szansę na wyjęcie zabawek. Nie żeby na jakiś wypas, ale choć dało pretekst do zabawy w fotografa. Pojawiły się cienie. To już coś. Był pretekst do wyzwolenia migawki.



Potem cel naszej pobudki czyli firletki. Światło już ostre było, Jarek nawet nie wyciągał aparatu, a mnie pokusiło... w końcu nowe zabawki wymagają pieszczenia... no może nie w czasie pomiędzy podniesieniem lustra a wyzwoleniem migawki... Delikatnie mówiąc lekko trząchnięte te firletki ;-)



Kicek zakończył sprawę. Nowe zabawki nowymi zabawkami, ale ile można.....