Biebrzański Park Narodowy - drugi całkowicie pozbawiony światła dzień
W sobotę wschód słonka nie wystąpił... znaczy pogoda nie zachęciła do wstania.
Dopiero śniadanko wygoniło nas z łóżkek. Po śniadanku krótka inspekcja, celem weryfikacji, zapasów... Jest dobrze - jedzenia starczy jeszcze na parę dni :-)

Potem niespiesznie, jako że pogoda wcale nie zachęcała do zdjęć, ruszyliśmy w drogę.
Dość szybko spotkaliśmy mojego chyba pierwszego w życiu łosia przy Carskiej Drodze....

Widok zatrzymanego na drodze pojazdu, wcale owego osobnika nie przestraszył, niestety zapewnił nam błyskawicznie towarzystwo..... Owo towarzystwo z krzykiem oznajmiło, że będzie tego łosia podchodzić.... resztę pozostawię bez komentarza.... Podjechaliśmy kawałek dalej... tak w sumie to nie wiem dlaczego wyzwoliłem migawkę.... chyba zupełnie mnie ta cyfra pozbawiła szacunku dla zdjęć i widza...

Następnie nie przejmując się zupełnym brakiem światła udaliśmy się fotografować tokujące bataliony w okolicach Grądów Woniecko... Jak pech to pech... bataliony postanowiły totalnie zignorować bronka (pewnie dlatego ze do tej pory totalnie bronek je ignorował) i nie wystąpiły w ilościach mających jakiekolwiek znaczenie kulinarno-fotograficzne.
Wciąż nie przejmując się brakiem światła, postanowiłem za to wyzwolić trochę żółtych kwiatków...

O tu jeszcze torche Knieci rosnie:

Jeszcze kilka kadrów raczej niż zdjęć popełniłem, coby mi Komorowscy nie truli, że pionów nie robie, a więc najpierw pion jasny...

i zaraz po nim pion ciemny

W końcu, i jakiś marny batalion się ulitował i wystąpił... W nagrodę został uwieczniony w stylu "otoptak"

W drodze powrotnej coś mnie podkusiło i skręciłem na jedna taką łakę.... skończyło się ponad godziną wygrzebywania pojazdu z błotka. Bezskutecznego zresztą wykopywania... dopiero jakiś życzliwy fotograf ptaków (wziąwszy pod uwagę totalny brak światła, zapewne równie szalony lub przynajmniej zdesperowany) wyholował nas z błotka... Dzieki!!!
Następnie pojechaliśmy na miejsce gdzie rozciągał się ponoć najlepszy widok na BPN. Widok ten mimo braku światła postanowiłem dla nie tylko dla pamięci uwiecznić ;-)

Wreszcie wracamy na kolację.... już Carska Droga... już coraż bliżej jedzonka... jednak wciąż wypatruję łosi... W końcu widzę jakieś wychodzą na drogę... krzyczę STOP!... wysiadam z aparatem, rozglądam się za statywem... Taaaaak... ewidentnie ktoś tu był łosiem :-)

Powinienem w tym miejscu skończyć i napisać coś o kolacji może... albo nie... jeszcze jedno zdjęcie zrobione troszkę przed posiłkiem...zrobione bardziej ku pamięci by kiedyś przy porządnym świetle tam wrócić... może za rok?

Na dziś koniec relacji... a wracając do kolacji... była wyśmienita... :-)
c.d.n.
Dopiero śniadanko wygoniło nas z łóżkek. Po śniadanku krótka inspekcja, celem weryfikacji, zapasów... Jest dobrze - jedzenia starczy jeszcze na parę dni :-)

Potem niespiesznie, jako że pogoda wcale nie zachęcała do zdjęć, ruszyliśmy w drogę.
Dość szybko spotkaliśmy mojego chyba pierwszego w życiu łosia przy Carskiej Drodze....

Widok zatrzymanego na drodze pojazdu, wcale owego osobnika nie przestraszył, niestety zapewnił nam błyskawicznie towarzystwo..... Owo towarzystwo z krzykiem oznajmiło, że będzie tego łosia podchodzić.... resztę pozostawię bez komentarza.... Podjechaliśmy kawałek dalej... tak w sumie to nie wiem dlaczego wyzwoliłem migawkę.... chyba zupełnie mnie ta cyfra pozbawiła szacunku dla zdjęć i widza...

Następnie nie przejmując się zupełnym brakiem światła udaliśmy się fotografować tokujące bataliony w okolicach Grądów Woniecko... Jak pech to pech... bataliony postanowiły totalnie zignorować bronka (pewnie dlatego ze do tej pory totalnie bronek je ignorował) i nie wystąpiły w ilościach mających jakiekolwiek znaczenie kulinarno-fotograficzne.
Wciąż nie przejmując się brakiem światła, postanowiłem za to wyzwolić trochę żółtych kwiatków...

O tu jeszcze torche Knieci rosnie:

Jeszcze kilka kadrów raczej niż zdjęć popełniłem, coby mi Komorowscy nie truli, że pionów nie robie, a więc najpierw pion jasny...

i zaraz po nim pion ciemny

W końcu, i jakiś marny batalion się ulitował i wystąpił... W nagrodę został uwieczniony w stylu "otoptak"

W drodze powrotnej coś mnie podkusiło i skręciłem na jedna taką łakę.... skończyło się ponad godziną wygrzebywania pojazdu z błotka. Bezskutecznego zresztą wykopywania... dopiero jakiś życzliwy fotograf ptaków (wziąwszy pod uwagę totalny brak światła, zapewne równie szalony lub przynajmniej zdesperowany) wyholował nas z błotka... Dzieki!!!
Następnie pojechaliśmy na miejsce gdzie rozciągał się ponoć najlepszy widok na BPN. Widok ten mimo braku światła postanowiłem dla nie tylko dla pamięci uwiecznić ;-)

Wreszcie wracamy na kolację.... już Carska Droga... już coraż bliżej jedzonka... jednak wciąż wypatruję łosi... W końcu widzę jakieś wychodzą na drogę... krzyczę STOP!... wysiadam z aparatem, rozglądam się za statywem... Taaaaak... ewidentnie ktoś tu był łosiem :-)

Powinienem w tym miejscu skończyć i napisać coś o kolacji może... albo nie... jeszcze jedno zdjęcie zrobione troszkę przed posiłkiem...zrobione bardziej ku pamięci by kiedyś przy porządnym świetle tam wrócić... może za rok?

Na dziś koniec relacji... a wracając do kolacji... była wyśmienita... :-)
c.d.n.
Etykiety: Biebrza BPN Biebrzański Park Narodowy, Fotografia, knieć błotna

Komentarze (2):
Cześć,
Śliczne masz te "krowosie" ;-),
my w chatce ornitologa mieliśmy
"czaplądzie" czyli - miała być czapla biała a okazalo się, że to łabądź udający czaplę ;-)
niestety, migawki nie wyzwoliłem, bom analogowy :-)
Pozdrawiam serdecznie
Genek
Dzięki Geniu za odwiedziny...
Szkoda, że nie mogłem być w chatce... choć zdaje się, że pogody wtedy nie mieliście....
A co do analoga... to może już czas?
Prześlij komentarz
<< Strona główna