Przyroda w obiektywie bronka - blog

Tak własciwie to nie wiem czy ten blog tak na poważnie kiedyś zaistnieje, ale zawsze można spróbować :-)

Moje zdjęcie
Nazwa: Andrzej Waligora

środa, 15 kwietnia 2009

"Biebrza Trophy w obiektywie bronka" - dzień 7 i 8

Trzeba wreszcie napisać do końca tę relację, bo potem będzie po ptakach...znaczy łosiach, czyli zupełnie zapomnę...

Rano znów ruszyliśmy na Carską Drogę. I spotkaliśmy... Ciemno jeszcze było. Ustawiłem więc jakieś makabrycznie wysokie ISO... 2000 bodajże, rzadko używam takich czułości, ale co było robić. No to mam pierwszego...



A raczej pierwsze dwa....



Jakoś tak nie miałem zaufania do tego ISO 2000 i postanowiłem je obniżyć do 640, żeby szum nie był większy od samego łosia. Muszę przyznać, że jak na zdjęcie z ręki 3setką przy czasie 1/15, stabilizacja w Alfie zadziałała rewelacyjnie... To chyba mój najlepszy łoś z tego wyjazdu...



I na tym zdjęciu zakończyły się moje łosiowe prawie-sukcesy.
Po bezskutecznych poszukiwaniach kolejnych przedstawicieli tego złośliwego gatunku o garbatych nosach, postanowiliśmy zatrzymać się na chwilkę przy Długiej Łuce.

Osobiście jakoś nie miałem ochoty na normalne zdjęcia, troszkę popatrzyłem na parkę gęsi, aby potem na siłę wyzwolić to coś... tak zwany wypełniacz...



jeszcze jeden, minimalnie ciekawszy, ale wciąż tylko wypełniacz...



Pojeździliśmy jeszcze chwile za łosiami, oczywiście bezskutecznie. Potem mała przerwa na odpoczynek i znów dalsze bezowocne poszukiwania. W końcu robimy temat zastępczy - bociany...

Najpierw pstryk......oj wstyd... wstyd....



Potem znów wstyd choć nieco inny...



Zachód wystąpił w kolorach straszliwie majtkowo-różowych. Jakoś nie mogłem znaleźć kadru, który by mnie zadowolił... same kompromisy jakieś.... najpierw kompromis pionowy, troszkę się nad nim namęczyłem.... ale co z tego wynika? Nic... nadal to tylko kompromis... a jeszcze jaki kompromis, uświadomiła mi to dopiero konieczność konwersji do sRGB, po której kolory jakoś tak przygasły...



Wersja pozioma.



I tymi różowymi gaciami, kończy się mój ostatni wieczór nad Biebrzą.

Następnego dnia wystąpił już tylko wschód a po nim długa droga do Poznania. Do domu.

O wschodzie zrobiłem nawet 2 zdjęcia, z których jestem zadowolony. Tak właściwie to jedno zdjęcie, ale w wersji poziomej i pionowej. Osobiście wyjątkowo wolę pion. I tym razem nie był on wymuszony ale jakoś tak naturalnie mi przypasił. Dla tego zdjęcia warto było wstawać rano.



Potem był ciąg dalszy poszukiwań łosi. Uparłem się, że znajdę! Jerzy ustąpił i skupił się na baziach. Seba ustąpił i skupił się na pierzu... dostał wypasa... a ja jeździłem w te i z powrotem po Carskiej Drodze... aż w końcu zobaczyłem... garbonosego gada... a tak właściwie to raczej jego uszy zobaczyłem... niewiele pomogło wejście na dach Focusa, aby zobaczyć resztę gadziska... ;-)



W końcu ustąpiłem, czas był wracać... Jeszcze tylko mały przystanek nad Narwią, aby zrobić zdjęcie tego rozkraczonego ptaszydła... Wiem... wiem... ale nie mogłem się powstrzymać.. ;-)



Aaaaa!!!! Jak dopadnę tego co mi tę butelkę, w kadr wsadził, to mu podobną o głowę roztrzaskam!

KONIEC.

Etykiety: , , ,

piątek, 10 kwietnia 2009

"Biebrza Trophy w obiektywie bronka" - dzień 1

Dawno, właściwie to wieki nie aktualizowałem mojego bloga. Ostatni rok był dla mnie, nie tylko zresztą fotograficznie, co najmniej taki sobie. Powoli jednak odżywam i dochodzę do siebie. Czas więc wziąć się za zdjęcia i aktualizacje strony.

Jerzy Dolata na swojej stronie prowadził cierpliwie i przede wszystkim na bieżąco, relacje z naszego wypadu na tratwy, a mama3swinek systematycznie przenosiła to wszystko na bloga z naszej wyprawy.
W związku z tym relacja istnieje lekko rozdwojona ;-)
W końcu przyszedł czas i na mnie ;-) A więc START!

O przygotowaniach do wyjazdu pisał już Jerzy i mama3swinek. Delikatnie mówiąc, to nie było ich wiele. W moim wypadku skupiło się to na 3 miesiącach intensywnych wizyt na pływalniach zarówno poznańskich jak i warszawskich, coby trochę kondycji nabrać na wyjazd, i kilku wizytach w sklepach z odzieżą bardziej outdoorową ;-) Jakie piękne polskie słowo... ;-) Bradziej do wyjazdu przygotowywała mnie Karolina, gdy tylko, jeszcze w grudniu usłyszała o naszym dzikim pomyśle, na najbliższą okazję urodzinową dostałem w prezencie podręczną toaletę: saperka, latarka czołówka i zestaw chusteczek do pupy niemowlaka ;-) plus kilka innych przydatnych w terenie gadżetów.

Dzień Pierwszy - sobota 28 marca.

W końcu jedziemy nad Biebrzę. Oczywiście postanawiamy nadłożyć trochę drogi i jechać tzw. Carską Drogą. Liczymy na spotkanie. Spotkanie z Łosiem. Tym razem mamy szczęście - łosie są na miejscu. Zatrzymujemy samochody, przyglądamy się chwilkę, szybka decyzja - zakładamy wodery i idziemy do nich w zalany o tej porze roku ols. Bez większej nadziei na zdjęcia, bo ciemnawo już się robi, biorę aparat z jednym tylko obiektywem, moją najdłuższą stałką 300/4. Nie spodziewam się wtedy, że łosie będą na tyle wyluzowane, że ten obiektyw okaże się zbyt długi. Powolutku, zanurzeni momentami po pas w wodzie, zbliżamy się do naszych "obiektów marzeń". Statywy oczywiście pozostały w samochodach.... No nic, pozostaje podnieść czułość do ISO 400 i zawierzyć, że stabilizacja obrazu w mojej A700 da rade w połączeniu z muzealną Sigmą i czasem dłuższym o kilka działek niż być powinien dla zdjęć z ręki. No dobra to kadrujemy.... cholera... jestem za blisko... próbuje się cofnąć... gałęzie wchodzą w kadr... no dobra... coś mam... pstryk.... ;-)



Rzut oka na ekranik... wygląda w miarę ostro... niech mu będzie.... nie jest źle. Mam pierwszego łosia w tym roku. Robimy dalej.... łosie ewidentnie nie są zestresowane naszą obecnością... mają nas w tak zwanym głębokim poważaniu, zresztą słusznie ;-)

Próbuję więc dalej, w tych krzaczyskach, znaleźć jakiś w miarę czysty kadr.



Robi się coraz ciemniej, a łosie nie stają w bezruchu tylko obgryzają okoliczne krzaczory wciąż powoli się przemieszczając. Na wszelki wypadek ponoszę troszkę ISO do 800 i robię taki portrecik zza pieńka....



Wciąż te krzaczory.... czy te łosie nie mogą żreć trawy na łąkach jak normalne krowy?

Kątem oka widzę Sebastiana - akurat pasi pod podpięty do alfy obiektyw, więc pstryk...



Z Seby zwracam jeszcze obiektyw w stronę poniższego przedstawiciela gatunku... Znów te wszechobecne badyle, choć może tym razem kadr będzie minimalnie czystszy...



Na koniec młodziak odwraca się pięknie tyłem.... nie moge sobie odmówić wyzwolenia tego kadru, podświadomie planując wykorzystanie go w jakiś przyszłych dyskusjach o zdjęciach do totalnego obsobaczenia próbującego dominować adwersarza ;-)



Myślę, że to idealny moment aby zakończyć relację z pierwszego dnia....
Może jeszcze dodam szczęśliwego Jerza wracającego ze zdjęć... szczęśliwiec bo miał Kasiową czterysetkę na dodatek zoomiastą.... zwróćcie uwagę jakie skupienie żeby nie utopić obiektywu... ;-)



Jutro tratwa!!!

Etykiety: , , ,